Tak Było





Nie wiem jak to jest, ale wydaje mi się że z roku na rok nasze wycieczki są coraz fajniejsze. Latem 2015 bawiliśmy się naprawdę super - dzięki tym wszystkim cudownym ogrodom nawet zima nie jest mi straszna - wystarczy tylko, że pooglądam zdjęcia i natychmiast poprawia mi się humor.  Zobaczcie jak było na wycieczce 23 - 26 lipca 2015 Oxford i Kraina Cotswaldu. 




Tradycyjnie już (3-ci rok z rzędu) po angielskich ogrodach woził nas Tom Willson z firmy Johnsons Coaches - Tom jest moim drugim mózgiem, genialnym kierowcą i świetnym kumplem, to w dużej mierze dzęki niemu wycieczki udaja się tak dobrze ;-) 





Po porannym przylocie do Londyn Luton wycieczkę rozpoczęliśmy od odwiedzin ogrodu Waterperry w hrabstwie Oxfordshire. Jest to dosyć nowy ogród, ale w bardzo starym miejscu. Przywitał nas świetnie zaopatrzoną szkółką, ciekawymi opowieściami ogrodnika-przewodnika i słonecznymi, naturalnymi obsadzeniami rabat.








Naszą uwagę zwróciły także kolekcje roślinności skalnej posadzonej na podniesionych rabatach okrytych od deszczu specjalną pergolą (jak wiadomo roślinność alpejska nie toleruje przemoczenia i zbyt mokrej gleby). Ach ... to było  dobre miejsce, aby spokojnie dojść do siebie po podróży ;-) 





Z Waterperry pojechaliśmy do Oxfordu, aby odwiedzić Oxford Botanic Gardens i tutaj przeżyliśmy kilka szoków ;-) wydawałoby się, że ogród botaniczny nie jest duży i można 'oblecieć' go w super szybkim czasie - a tu nic z tego!!!! Na dzień dobry - niesamowite obsadzenia w donicach:





... już przy nich spędziliśmy chyba z godzinę ;-) 






A potem fascynująca wycieczka po ogrodzie z przesympatyczną ogrodniczką Claire - opowiadała tyle ciekawych rzeczy, że chodziliśmy za nią z otwartymi buziami jak dzieci w fabryce czekolady. 






Claire opowiadała nam o roślinach leczniczych uprawianych w ogrodzie od czasów średniowiecza i również o tym, co uniwersytet uprawia tu dziś na potrzeby nauki nowoczesnych farmaceutów.  Wszyscy byli zafascynowani!




Po godzinnej wycieczce z przewodnikiem zaczęliśmy zwiedzać ogród samodzielnie ... i tu okazało się, że zamiast tradycyjnych i trochę oklepanych rabat ozdobnych (takie też są) przed oczami ukazują nam się niesamowite naturalne, swobodne połacie obsadzone roślinnością jednoroczną: 






 I roślinnością wieloletnią. To są Merton Borders ... moim zdaniem bajka ;-)








Merton Borders to ogromne morze najcudowniejszych bylin, między innymi śliczna jeżówka blada (Echinacea pallida) w towarzystwie jeżówki żółtej (Echinacea paradoxa) i mikołajków, goździków karuzków i rudbekii olbrzymiej. Coś pięknego. Te rabaty zmieniły moje życie ....







Chyba wszyscy byliśmy oszołomieni tymi wielkimi rabatami pełnymi delikatnych kolorów i pracowitych insektów. Musieliśmy jednak kończyć, aby wskoczyć do oksfordzkich puntów i odpłynąć w siną dal. No jeszcze było tylko kilka chwil na 'zahaczenie' o oranżerię i szklarnie ...





... gdzie królowały prawdziwie wypasione ;-) pelargonie : 







Tak więc oto nasz punting na rzece Cherwell w Oxfordzie - myślę, że wszyscy się fajnie bawili, a tej części dnia usiąść na miękkich poduchach i pozwiedzać w pozycji prawie leżącej to był strzał w dziesiątke!












Zajęliśmy aż 4 łódki ale mieliśmy studentów do pomocy w odpychaniu się od dna ...





Na koniec dnia zjedliśmy obiad w pubie nad rzeką Cherwell ... wszyscy byli już tacy zmęczeni, że nawet nie było sił zrobić jednego zdjęcia hehe ale było smacznie i elegancko. 





Kolejny dzień wycieczki spędziliśmy w Londynie - ale niestety cały czas mocno padał deszcz, więc aparat był szczelnie schowany. Niemniej jednak koniecznie trzeba wspomnieć fascynujące Muzeum Historii Ogrodów (ang. Garden Museum) znajdujące się w dzielnicy Lambeth.







Oprowadziła nas po nim przewodniczka opowiadająca niezmiernie ciekawe historie odważnych botaników i podróżników, którzy nawet podczas wojen ryzykowali życie poszukując nowych gatunków roślin oraz dawne sposoby ich transportu, rozmnażania i pielęgnacji. Bardzo inspirujące. Pomimo tego, że muzeum znajduje się w starym kościółku i nie jest bardzo duże, to żałuję że nie mogliśmy spędzić tu całego dnia.






Tego dnia Londyn wyglądał niestety tak:









W pięknym i bardzo starym miejscu o nazwie St. Katharine Docks (Doki Św. Katarzyny) na przesuszenie parasolek i na pyszny lunch poszliśmy do mojego ulubionego pubu The Dickens Inn (w dawnych czasach był tu jeden z londyńskich browarów).



Czy można jakoś ominąć deszcz???



Ach ... ten deszczowy Londyn odbiliśmy sobie następnego dnia, podczas całodziennej wycieczki do Cotswald'u.







W Whichford Pottery przywitały nas przecudownie obsadzone donice, które są oczywiście  wizytówka tego miejsca.












Czekał na nas również puchaty rudy kot, który jednak nie zdążył się wymyć do końca przed naszym przyjazdem ... jak widać ...





... i jakiś piękny pies rasy 'jestem rozczochrany' ;-) 







Ja (i nie tylko ja hehe) oszalałam na punkcie kupowania - tak strasznie chciałam coś z tego cudnego miejsca przywieść do swojego ogrodu ... 




... wybrałam tę zieloną donicę. Oczywiście zimą chowam ja do domu - ale w sezonie stoi wśród innych donic przytachanych z Whichford Pottery przez ostatnie 15 lat. Teraz mam super wspomnienia ;-)






Poza donicami do Polski pojechały sadzonki rozdawane przez starszego ogrodnika. Nasze uczestniczki wycieczki zbajerowały angielskiego ogrodnika ;-) ale jak można się im oprzeć.




Ooooo i już za chwilkę będzie kolejna sadzoneczka ;-) 





Będąc w hrabstwie Warwickshire nie można ominąć tego uroczego zakątka ...







... i jest tu też super herbaciarnia i kawiarnia  ;-) 





Trzeci dzień wycieczki był bardzo pracowity, ponieważ w sumie mieliśmy zobaczyć aż 3 ogrody i na koniec 'wpaść' do Stratford-on-Avon czyli rodzinnego miasta Williama Shakespeare'a. Po niestety zbyt krótkich (jak zawsze) odwiedzinach Whichford pojechaliśmy do Kiftsgate Court Gardens







W Kiftsgate dookoła pięknego, starego domu rozciągają się rabaty mieszane obsadzone bylinami, krzewami, drzewami i pnączami. Na werandzie i tarasie poustawiano dziesiątki kwitnących pelargonii ... 




Dalej od domu już bardziej swobodnie, bujnie i zielono. Było tu sporo pięknie kwitnących hortensji, ciekawe gatunki niewielkich drzew i dorodne hosty ... 






Rośnie tu ogromna ilość róż, między innymi słynna róża pnąca odm. 'Kiftsgate', która  jest jedną z największych róż na świecie.  Obecnie jest największym okazem w Europie – ma 24 m wysokości i 9 m szerokości; dobrze znosi ocienienie – można ją sadzić przy północnych ścianach, a także przy dużych drzewach; wymaga żyznych, bogatych w próchnicę gleb; ozdobne są także przebarwiające się jesienią liście i drobne, czerwone owoce w zimie. U nas dostępna w szkółce róż Rosarium.







Na samym końcu posiadłości wszystkich zachwycił całkiem nowoczesny ogród wodny ...




... i oczywiście obowiązkowo szkółka pełna niespodzianek.





Pod koniec wizyty oczywiście lunch w tradycyjnym angielskim stylu ;-)  







Z Kiftsgate dosłownie przeszliśmy na drugą stronę szosy do Hidcote Manor Gardens. To miejsce jest już legendą, a ogrody jednymi z najczęściej odwiedzanych w Wielkiej Brytanii.







Hidcote Manor Gardens to bardzo słynny, piękny ogród - ciężko mieć w nim jakiś jedyny ulubiony zakątek.  Ja jednak po latach odwiedzin Hidcote zawsze najpierw idę w stronę dużej, drewnianej oranżerii - otwieranej latem z jednej strony całkowicie na ogród wodny ... oto ona:









Panuje tu jakaś taka egzotyczna atmosfera. W dziesiątkach mniejszych i większych donic posadzone są delikatne i wrażliwe na chłody rośliny pochodzące z cieplejszych zakątków naszej planety - lubię takie rarytasy ;-) 










Przepięknie było też w sąsiadującym z oranżerią ogrodzie kuchennym i na rabatach z 'kwiatami ciętymi' ...






Kwiaty cięte z ogrodu to moja wielka pasja, więc te rabaty całkiem skradły mi serce - szczególnie cudowny goździk kartuzek Dianthus carthusianorum, który na szczęście posadziłam już i u siebie w ogrodzie ;-)  W Hidcote rośnie w rzędach obok przegorzanów,  kosmosów i delikatnych ostróżeczek.





W inspektach przeróżne odmiany penstemonów ... mniam ;-) 

I nie może zabraknąć hotelu dla insektów. 





Hidcote słynie także z prawdziwie magicznego ogrodu leśnego, w zacienionej przez stare drzewa części posiadłości. Płynie tu cieniutki strumyczek, który obsadzony jest roślinnością bagienną. 






Przechodząc wąskimi ścieżynami z jednej części ogrodu do drugiej - można znaleść się w przeróżnych tajemniczych zakątkach. Tutaj akurat mini ogródek w stylu śródziemnomorskim, który zaskakuje odwiedzających spacerujących pomiędzy rabatami a ogrodem leśnym. Uwielbiam siedzieć na tych wiklinowych fotelach ...   











Dla zainteresowanych ogrodnicy przygotowali nawet buteleczki z sadzonkami roślin kwitnących aktualnie na rabatach ;-)









Ostatnim punktem programu tego dnia były odwiedziny miasteczka Stratford-on-Avon. Słoneczny, ciepły wieczór spędziliśmy na krótkim spacerze po starych uliczkach Stratfordu ...





... obowiązkowo odwiedzając po drodze miejsce urodzin Williama Shakespeare'a i pstrykając przy nim fotkę grupową ;-) 







Za domem Williama Shakespeare'a znajduje się piękny ogród w tradycyjnym angielskim stylu:






Na koniec obiad w 500-letnim pubie i odjazd do hotelu ...





Ostatniego dnia cały czas aż do wylotu poświęciliśmy wizycie w Wisley. Tego ogrodu chyba nikomu nie trzeba bliżej przedstawiać - jest to siedziba i główna posiadłość Królewskiego Towarzystwa Ogrodniczego czyli RHS. Tutaj jest zawsze bosko!





Poza kilkoma tradycyjnymi budynkami, w których znajdują się biura towarzystwa oraz formalnym ogrodem sprzed 100 lat cała reszta jest totalnie na czasie .... Wisley wyznacza trendy i style ... 





Kolejna ulubiona roślina z mojej 'hot list' to ta werbena Verbena hastata, oto ona: 




... a tu modrak morski lub kapusta morska Crambe maritima - tę roślinę można 
z powodzeniem jeść ;-) ja mam ją w warzywniku.




W Wisley też zastaliśmy piękne rabaty naturalistyczne i podobnie jak te z Oxford Botanic Gardens -całkowicie skradły mi serce ...





Gdy padał deszcz można było przynajmniej schować się w pięknej szklarni ;-)




... wszędzie nasadzenia naturalistyczne - świat powoli żegna formalność ;-) jupiii 











Jak widać pogoda była tego dnia bardzo 'w kratkę ...




... a więc co niektórzy postanowili zaopatrzyć się w pelerynki i czapeczki ;-) 





I to tyle wspomnień z lipcowej wycieczki do angielskich ogrodów. Plany wycieczki na rok 2016 opracowaliśmy już z Tomem i do końca roku powinniśmy opublikować więcej informacji na blogu. Póki co wszystkich gorąco pozdrawiamy, a tegorocznym uczestnikom serdecznie dziękujemy za udział w naszej wycieczce ;-) 





-------------ROK 2014 -------------


W roku 2014 odbyła się wycieczka  pt. 'RHS Hampton Court Flower Show 2014, bajeczne angielskie ogrody zachodniego południa oraz 'Duma i Uprzedzenie' - w eleganckim świecie Jane Austen'. Na początku lipca pogoda była świetna ...  oto wspomnienia:



Wczesnym rankiem uczestnicy wycieczki przylecieli do Londyn Luton. Po zebraniu się wszystkich pojechaliśmy na wystawę Hampton Court Flower Show 2014. Wystawa ta, organizowana corocznie przez Królewskie Towarzystwo Ogrodnicze odbywa się  pod Londynem na terenie rozległego parku, przylegającego do imponującego pałacu króla Henryka VIII o nazwie Hampton Court. Jest ona największą wystawą ogrodniczą na świecie i przyciąga ogromne tłumy miłośników ogrodów również ze względu na swoją malowinczą lokalizację. Jest szczególnie lubiana, gdyż w przeciwieństwie do Chelsea Flower Show - w Hampton panuje rozluźniona i spokojna atmosfera, na każdym kroku można orzeźwić się zimnym napojem i odpocząć na parkowej ławecze. Oprócz ogromnej ilości ogrodów pokazowych wystawiają się tu również szkółki roślinne, towarzystwa ogrodnicze oraz producenci żywności. Odwiedziny Hampton Court Flower Show to prawdziwa przyjeność i relaks, a także możliwość zrobienia fajnych zakupów nasion, książek, sadzonek lub małych sprzętów ogrodniczych.

 


Trudno jest wybrać 'tylko' kilka zdjęć z wystawy - jest ona naprawdę rozległa i prezentuje się tu bardzo dużo ogrodów pokazowych. Obszerna fotorelacja z wystawy Hampton Court Flower Show 2014 jest TUTAJ. Zapraszam ;-)


****

Słynne Hestercombe Gardens to klasyka. Miejsce to jest tak ciekawe architektonicznie, że nawet bez roślin byłoby warte odwiedzin - ale tak się składa, że własnie tutaj można podziwiać owoc pracy słynnej pary Gertrude Jekyll i Sir Edwin'a Lutyens'a w najlepszym okresie ich wspólnej pracy.  Dziś, pomimo 125-letniej przerwy, gdy to zapomniane Hestercombe Gardens leżały w ruinie - można znowu oglądać tu piękne ogrody, spacerować wzdłuż kamiennego kanału wodnego i podziwiać bajeczne nasadzenia roślinne  całkiem zgodne z oryginalnymi planami Gertrudy, które pracownicy znaleźli w 1973 roku w starej szufladzie komórki ogrodnika ...











****


Drugi dzień wycieczki odbył się na terenie przepięknego miasta Bath, które ponad 20 lat temu uzyskało miano miejsca dziedzictwa kulturowego UNESCO. Usytułowane nad rzeką Avon, słynie z elegenckiej architektury epoki Gregoriańskiej (neoklasycznej) oraz ogromnej rzymskiej łaźni, w której nadal bije ciepłe źródło bogini Sulis. Od 1702 roku działał w Bath słynny arbiter elegancji R. Beau Nash, który uczynił to miejsce najmodniejszym miastem w Wielkiej Brytanii. W latach 1801 - 1806 mieszkała w Bath Jane Austen -  w tym mieście dzieje się właśnie akcja jej dwóch powieści: Opactwo Northanger oraz Perswazje.





Na początku dnia przeszliśmy się po  romantycznym Bath krokami słynnej pisarki z przewodnikiem z Jane Austen Centre i zwiedziliśmy jej mieszkanie  .......





...  potem skosztowaliśmy prawdziwej English Cream Tea w 200-letniej kawiarni odwiedzanej przez modne tłumy w okresie Regencji czyli za czasów panowania 'zwariowanego' Króla Jerzego III.  




W drugiej połowie dnia odwiedziliśmy słynny ogród botaniczny Bath Botanic Gardens oraz przepiękny park krajobrazowy zaprojektowany przez samego poetę Alexandra Pope'a  Prior Park Landscape Garden.  


Bath Botanic Gardens ...




Karolina i Pani Aleksandra odpoczywają w ogródku potager ... ale nie na długo ;-)



 Prior Landscape Park 

Dom Ralpha Allena, w którym od lat znajduje się szkoła z internatem.

Z domu rozpościera się niesamowity widok na park i w oddali miasto Bath.

Romantyczny most Palladian Bridge - jeden z 4 na całym świecie.
I raz jeszcze Palladian Bridge zza drzew.



Obiad tego dnia jedliśmy w bardzo starym i tradycyjnym miejscu o nazwie Sally Lunns. Serwowano nam posiłki przyrządzone według XVII-wiecznych przepisów! 




*****


Odwiedziliśmy także ogrody w Tintinhull House, które pięknymi kolorami otulają  ponad 300-letni dom. Stworzone w roku 1933, przez  Phyllis Reiss  w stylu podobnym do tego w Hidcote Manor oraz Sissinghurst, ogrody w Tintinhull to szereg zielonych pomieszczeń ogrodowych wypełnionych mieszanymi rabatami i cisowymi topiarami. Za każdą kolejną zieloną ścianą czekała nas niespodzianka ... czasami spokojny staw, innym razem barwne rabaty i rozległe ogrody kuchenne. Ciekawostką jest to, że w roku 1980 w Tintinhull zamieszkała sama Penelope Hobhouse z mężem i ona również pozostawiła po sobie ślad w formie ciekawych nasadzeń oraz renowacji części ogrodu założonej przez Panią Reiss.





Obok domu znajduje się bardzo ładna rabata obsadzona roślinnością jednoroczną: rącznikiem, arctotis, gazanią i titonią w rolach głównych. Fajne kolory - są tu również czekoladowe kosmosy i ciekawe odmiany szałwii. Wiosną pewnie rabata ta obsadona jest tulipanami i lakami pachnącymi ;-)

Szałwia w odmianie.


Ciekawe było zobaczyć, jak Penelope Hobhouse poradziła sobie z zagospodarowaniem wiekowego terenu stworzonego 100 lat wcześniej i otaczającego 400-letni dom.


Zbieramy nasionka? Jak coś wyrośnie to poproszę hihi


****

East Lambrook Manor  to kolejny baaardzo angielski ogród - tym razem w stylu cottage garden. Został stworzony z miłości do roślin i nie podążą za żadnymi filozofiami, ani czasowymi trendami ... on również wyglądał szczególnie pięknie w lipcu. W East Lambrook szczególnie ciekawe były zestawienia bylin i całkiem nowe pomysły kompozycji roślinnych na rabatach. Wszystkie te unikalne rabaty i ciekawe kompozycje są zasługą Pani Margery Fish, która była tu kiedyś właścicielką, projektantką i ogrodniczką w jednej osobie - w 1956 roku wydała nawet świetną książkę pt. 'We made a garden' opisującą dokładnie proces tworzenia ogrodów w East Lambrook. W tutejszej szkółce można było zakupić rośliny pochodzące jeszcze z nasadzeń Pani Fish - zle żeśmy dali czadu ;-)


Obecny właściciel ogrodu opowiada nam super ciekawą historię tego miejsca.






*****


Po zwiedzaniu ogrodów zatrzymaliśmy się także w jednym z najmniejszych i najbardziej malowniczych angielskich miasteczek Wells, które podobnie jak Bath znajduje się na liście miejsc dziedzictwa światowego UNESCO. Spacerkiem przeszliśmy się po jego starożytnych uliczkach, potem zjedliśmy obiad w starym angielskim pubie. W Wells dopadł nas taaaaaki deszcz!




*****

Ostatniego dnia naszej wycieczki, jeszcze przed udaniem się w stronę lotniska - zobaczyliśmy jeden z bardziej oryginalnych ogrodów - skąpany w bujnej roślinności i włoskiej architekturze Iford Manor, stworzony przez słynnego architekta Harolda Peto. Zamieszkał on w Iford w roku 1899 i zafascynowany włoskimi odkryciamy archeologicznymi oraz historią i kulturą tego kraju postanowił zbudować coś unikalnego - piękny ogród rozpościerający sie na wielu tarasach. Iford to bardzo romantyczny i malowniczy ogród, w którym roślinność i architektura tworzą wspaniale harminjną całość.






Po śmierci Harolda Peto, jego dom wraz z ogrodem był w rękach kilku prywatnych właścicieli. Obecnie jest z wielką dumą i zaangażowaniem pielęgnowany przez rodzinę Cartwright-Hignett, która udostępnia go zwiedzającym. Działająca na miejscu organizacja artystyczna Iford Arts wystawia podczas lata na terenie ogrodów wiele imprez artystycznych łącznie z koncertami i operami. Więcej informacji na temat Iford oraz Harolda Peto znajdziecie w moim artykule TUTAJ



wiele, wiele, wiele więcej zdjęć z tego wyjazdu jest TUTAJ ;-) Zapraszam!


Powyższe zdjęcia są autorstwa cudownych pań: Irminy W. oraz Elżbiety G. plus kilka moich ;-) 
Serdecznie dziękuję za udostępnienie ich i ślę do Was dziewczyny super słodkie buziaki !!! 



-------------ROK 2013 -------------


W roku 2013 odbyły się dwie wycieczki. Pierwsza, podczas której odwiedziliśmy PEREŁKI ANGIELSKICH OGRODÓW OD TUDORÓW DO WINDORÓW Z CHELSEA FLOWER SHOW odbyła się pod koniec maja ... oto mała galeria z tej wyprawy:




 Hever Castle





Merriments Gardens 





Pashley Manor Gardens









Sissinghurst Castle Gardens







 W pubie ...



West Dean










hmmm ... dokąd teraz pani Kasiu?


Parham House Gardens





RHS Wisley Gardens











A co działo się na wystawie Chelsea Flower Show 2013 można zobaczyć w szczegółowym i pięknie ilustrowanym przewodniku po wystawie TUTAJ.




*****


... druga zaś wycieczka - poświęcona głównie  OGRODOM GENIALNEJ GERTRUDY odwiedziła także  BBC GARDENERS WORLD LIVE w Birmingham. Tak było:



BBC Gardensrs World Live


Manor House, Upton Grey




Bury Court





Objadamy się w pubie ...


The Vyne

Mottisfont Abbey Gardens





Loseley Park




Vann Garden

 
hmmm ... co by tu ...


The Savill Gardens




Chenies Manor



tak ... tu też jedliśmy ;-) 





-------------ROK 2012 -------------


W roku 2012 organizowaliśmy na początku maja wycieczkę pt.  KORNWALIA - MÓJ ANGIELSKI OGRÓD. Kornwalia oczywiście bardzo piękna, tylko jeszcze było chłodnawo ...


Hestercombe Gardens





Eden Project





Trebah Gardens








Lost Gardens of Heligan








Zwiedziliśmy także cudne nadmorskie miasteczka Mevagissey, Fowey oraz Charlestown i pływaliśmy łodzią-promem po rzece Fowey i Kanale LaManche.



------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Kilka tygodni później była wycieczka CHELSEA FLOWER SHOW 2012 oraz TRADYCJNE ANGIELSKIE OGRODY. Oto, co oglądaliśmy:


Hatfield House







Coton Manor Gardens







Biddulph Grange Garden







Wollerton Old Hall




Packwood House Gardens









------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz